Kategoria: Can you city break it?

Can you city break it? Wenecja. Praktyczne info

Nie lubię marnować całego urlopu na siedzenie w jednym miejscu, więc w tym roku się trochę przemieszczaliśmy. Pierwszym przystankiem była Wenecja. Wybraliśmy ją z kilku powodów, ale głównie dlatego, że boimy się, że za kilkadziesiąt lat zatonie (poziom wody z roku na rok się podnosi), więc lepiej ją zobaczyć teraz! Naczytaliśmy się wielu ciekawostek, które brzmiały mniej lub bardziej wiarygodnie, więc trzeba było je zweryfikować. To drugi powód. Trzeci – chyba najmniej istotny – to ponoć całkiem ładne miasto! I jest we Włoszech, więc pewnie mają pizzę!

Continue reading

Brighton i klify Seven Sisters

Kocham klify i mogłabym spędzić resztę życia siedząc na klifie. Obok mnie siedziałby wybranek mojego serca i przez 90% czasu kłócilibyśmy się, że za bardzo wieje, zimno, mokro i nie podchodź tam, bo zaraz spadniesz. Wszystko to prawda i nie ma co podchodzić, bo na każdych klifach, gdzie byłam słyszałam historie o ludziach, którzy spadli. Ja na zimne dmucham, więc z daleka hasam sobie.

Continue reading

Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.

To przysłowie idealnie wpasowuje się w mój wyjazdowy plan w tych miesiącach.
Chciałam zacząć ten post tak, jak polecają w poradnikach, czyli od jakiegoś przykuwacza uwagi, ale nie mam weny. Pytam więc swojego typa, co ciekawego napisać, a on: „napisz tak- siedział góral na Continue reading

Luty i miasto tysiąca kebabów

No elo! Drugi raz już piszę ten post. Pierwszy miał bardzo długi wstęp i za dużo mówił o moim światopoglądzie w wieku sześciu lat. Kiedyś napiszę książkę i tam wkleję ten tekst, bo jeżeli ktoś będzie na tyle dziwny, żeby kupić moją książkę to jest szansa, że ten tekst przeczyta bez „WTF?” gdzieś z tyłu głowy. Do rzeczy!

Luty i miasto tysiąca kebabów

Googlowałam, ile jest tych kebabów i dowiedziałam się, że to nie tylko moje wrażenie, że są artykuły, że „polska stolica kebaba” i że nawet Magda Gessler doceniła smak któregoś z nich. Ja bardzo lubię kuchnię orientalną, ale akurat nie miałam ochoty na tureckie rarytasy.
Wydawać by się mogło, że Rzeszów, oprócz kebabów, nie ma się czym poszczycić. No bo z czym Wam się kojarzy to miasto? Mnie tylko z pomnikiem Czynu Rewolucyjnego, który potocznie nazywany jest Continue reading

Czy budżetowe zwiedzanie Londynu jest możliwe?

Tytuł miał brzmieć „Czy Londyn można zrobić budżetowo?”, ale miałabym problem, gdyby ktoś chciał sobie zrobić Londyn pod Wrocławiem. <lol> <mnie bawi> Nie wiem, może ktoś szuka odpowiedzi na takie pytania…
Tak czy inaczej, ten wpis będzie o zwiedzaniu Londynu za psie pieniądze. Psy – wiadomo – kieszeni nie mają, więc z monetami u nich słabo. Ja uważam, że nie trzeba mieć góry złota, żeby wyjechać w fajne miejsce. W dalekich destynacjach największym wydatkiem będzie Continue reading

City break: Lizbona

Fajnie jest czasem zrobić sobie dłuższy weekend i pojechać w jakieś klawe miejsce (spoiler: Lizbona to klawe miejsce). Ja potrzebuję kilka takich wyjazdów w ciągu roku. Wcale nie muszą być dalekie, chociaż najlepiej, gdyby przeniosły mnie jak najdalej od pracy, przynajmniej psychicznie! 🙂 Kocham moją pracę, ale nie jestem w stanie odpoczywać mając dwa dni wolnego. Pierwszego dnia myślę o wcześniejszym, a drugiego o tym, co będę robić następnego dnia. Udany mini urlop musi trwać przynajmniej cztery dni. Cztery dni to też zazwyczaj optymalny czas, żeby poczuć klimat jakiegoś miasta. Przy małych miastach można je schodzić wzdłuż i wszerz, przy większych dobrze poznać, a przy ogromnych – odhaczyć najważniejsze zabytki! 😀

Jestem fatalnym turystą, ale dobrym explorerem. Lubię to słowo. Zawsze się gdzieś zgubię (oczywiście, nie z mojej winy! :D), a później znajdę przypadkiem coś ekstra. Chciałabym mieć czas, żeby przygotowywać się do podróży. Ale wolę ten czas poświęcić na czytanie negatywnych komentarzy knajp, do których nie pójdę, albo wyszukiwanie tanich lotów, z których nie mogę skorzystać. Tak, wiele rzeczy w moim życiu nie ma sensu.

City break: Lizbona

Ojej. Ta Lizbona. Bardzo klawe to jest miasto. Ja czasami (w sumie to bardzo rzadko) mam takie uczucie, kiedy przyjeżdżam do nowego miejsca, że mam wrażenie, że jestem u siebie. Wiecie, o co chodzi? No to w Lizbonie tak nie miałam. Continue reading

© 2019 Eat Me Drink Me

Theme by Anders NorenUp ↑