Kocham klify i mogłabym spędzić resztę życia siedząc na klifie. Obok mnie siedziałby wybranek mojego serca i przez 90% czasu kłócilibyśmy się, że za bardzo wieje, zimno, mokro i nie podchodź tam, bo zaraz spadniesz. Wszystko to prawda i nie ma co podchodzić, bo na każdych klifach, gdzie byłam słyszałam historie o ludziach, którzy spadli. Ja na zimne dmucham, więc z daleka hasam sobie.

Klify Seven Sisters

Tak, klify to główny cel wycieczki do Brighton, ale nie jedyny. Morze to drugi. Royal Pavilion to trzeci. Brighton to ładne miasto i jak zwykle żałuję, że spędziliśmy tam tak mało czasu. Brighton wchodzi w skład miasta Brighton and Hove, które zostało utworzone przez połączenie dwóch miejscowości w jedną jednostkę administracyjną. Chyba nawet spanko mieliśmy w Hove, ale są to małe miasta, więc do centrum Brighton jechaliśmy może 15 minut. Komunikacja w mieście i okolicy jest ok i do klifów bez problemu dojedziemy autobusem. Ale później czeka nas dłuuugi spacer. Trasę, którą my szliśmy wklejam niżej.

Klify Seven Sisters są częścią zespołu klifów w hrabstwie East Sussex, między miastami Seaford i Eastbourne w południowej Anglii. Kredowe klify ulegają mocnej erozji, co roku zmniejszają się o kilkadziesiąt centymetrów, dochodzi do częstych osunięć, dlatego skakanie blisko krawędzi klifów jest niebezpieczne. Zawsze mnie trzęsie, jak widzę ludzi zachowujących się nieodpowiedzialnie w takich miejscach, zwłaszcza, kiedy ich motywacją jest zrobienie fotki. Ale to samo jest z włażeniem na pomniki, robieniem głupich min i póz w miejscach, gdzie tego robić nie wypada. I w 80% przypadków są to Azjaci. Ech. Pomijając zgony na klifach (jeszcze, a propos zgonów – klify te są popularnym suicide spotem, rocznie ponad 20 osób skacze z klifów), jest tam pięknie.

Droga do klifów

Wysiedliśmy na przystanku Seven Sisters Park Centre i do klifów szliśmy wzdłuż rzeki Cuckmere (ważne, żeby iść odpowiednią stroną, bo przechodzenie przez zimną rzekę z butami w ręce nie jest fajne, trust me!). Jak dojdziemy do wybrzeża to mamy dwie opcje. Jedna na leniuszka, czyli porobić zdjęcia pieknych, majestatycznych klifów (widok stąd jest naprawdę ok) i wrócić tą samą trasą, lub druga opcja – na aktywniuszka – spacer po wszystkich klifach do Birling Gap lub aż do Beachy Head. My postanowiliśmy wracać w Birling Gap, bo trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Parę kilometrów w górę i w dół po wzgórzach z plecakami, bycie w podróży ponad 10 godzin i brak pićka zmusiły nas do powrotu. Zdjęcia z Seven Sisters są piękne, ale w rzeczywistości klify wyglądają o wiele lepiej. A czemu nazywają się Seven Sisters chociaż jest ich 8? Legenda głosi, że pomiędzy wzgórzami swoje domy miały siostry, a było ich siedem, więc wzgórz jest o jedno więcej.

Urocze Brighton

Brighton to małe nadmorskie miasto z krętymi uliczkami, małymi sklepikami i skrzeczącymi mewami. Znajdzie się tam też kilka klawych restauracji i klajp z super jedzeniem i pićkiem.
Marzy mi się wrócić tam kiedyś na przedłużony weekend, żeby się najeść, wygrzać japę w słońcu i słuchać szumu morza przeplatanego skrzekiem tych latających białych stworów.

Lew i jednorożec, symbole Szkocji ❤️

Royal Pavilion powyżej. Zawsze chciałam go zobaczyć na żywo! Powstał jako letnia rezydencja księcia regenta, późniejszego króla Jerzego IV – morski klimat sprzyjał reperowaniu zdrowia (Jerzy cierpiał na dnę moczanową) i spotkaniom ze swoją ukochaną (była katoliczką, więc związek ten nie był na propsie). Pałac został zbudowany w stylu indosaraceńskim (mix gotyku i architektury mogolskiej), a obecny wygląd pałacu to przebudowa z lat 1815-22. Wnętrza to połączenie elementów indyjskich, chińskich i islamskich (nam nie udało się zobaczyć).

Wybrzeże i najwyższa wieża widokowa w Europie.
I na koniec nasz super host ❤️