To przysłowie idealnie wpasowuje się w mój wyjazdowy plan w tych miesiącach.
Chciałam zacząć ten post tak, jak polecają w poradnikach, czyli od jakiegoś przykuwacza uwagi, ale nie mam weny. Pytam więc swojego typa, co ciekawego napisać, a on: „napisz tak- siedział góral na Giewoncie…”, ale to chyba trochę za dużo, a poza tym nie pasuje do marcowej destynacji (chociaż góry po drodze mijaliśmy!).

Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.

No dokładnie tak było! Ale o kwietniu napiszę w kolejnym poście. Marzec to był klawy miesiąc, było ciepło i w najcieplejszy weekend pojechaliśmy do Bratysławy. Wiosna wybuchła nam prosto w twarz (nie poleciała nam krew z nosa, ale więcej piliśmy, to prawda).
Miałam wrażenie, że w Krakowie dopiero marzyliśmy o wiośnie, a tam już była taka, że hoho! Kwitły magnolie i inne krzaki, trawa była turbo zielona, a po mieście można było śmigać w bluzie i się (nawet) delikatnie spocić. Ja się nie pocę, więc to nie mój problem, ale wiem, że są tacy, którzy się pocą. A tak zupełnie na poważnie, to była idealna pogoda na zwiedzanie. Zwiedzanie, na które my się jakoś nie przygotowaliśmy. Nie mieliśmy czasu na dobry risercz, a po wpisaniu w wyszukiwarkę „Bratysława atrakcje” wyskoczyło z pięć zupełnie mało atrakcyjnych propozycji.

Jak zwiedzać Bratysławę?

Na spontanie, powoli i bez planu. W ciekawe miejsca trafiliśmy przypadkowo, a te polecane (och! i ach!) często nas nie zachwycały. Jeśli kiedyś zdarzy Wam się w jakimś mieście nie mieć planu (to będzie taka ogólna rada życiowo-podróżnicza) to poszukajcie free walking tour. W Europie każdym większym mieście są takie wycieczki i z pewnością zobaczycie miejsca „must see”, dostaniecie info o lokalnych zwyczajach, tradycjach, jedzeniu, dowiecie się różnych ciekawostek z historii, nauczycie się kilku nowych słów. Zawsze totalnie będę polecać free walking tour’y, bo są super! Warto też wyjechać poza miasto – jakieś 20 minut autobusem z Bratysławy znajdują się ruiny średniowiecznego zamku Devín (Devín to obecnie dzielnica Bratysławy, jednak kawałek oddalona od miasta). Zamek położony jest na skale przy ujściu rzeki Morawy do Dunaju (naturalnych granic Słowacji), więc widoki z góry są petardyczne – można pomachać do Austriaków. Pewnie nie odmachają, ale możemy ich pooglądać przez lornetkę znajdującą się na samej górze.

Co zwiedzać w Bratysławie?

Od razu muszę się przyznać, że nasz słaby risercz nie wynikał tylko z lenistwa i braku czasu (#pracabardzo), ale głównie z tego, że mało jest info o fajnych miejscówkach, a nawet jak się coś pojawia to tak źle się to czyta, że klikałam x po prawej stronie. Wiem, na moje gówniane pisanie też pewnie ktoś miałby ochotę wydłubać sobie oczy, ale ja przynajmniej piszę, jak jest. I zaraz Wam napiszę wszystko, co według mnie potrzebne.

Ogólne info

Jak ktoś jest na tyle kumaty, żeby ogarnąć dojazd i spanie to jest super człowiekiem, a jak nie to przecież po to tu jestem. Lubię pomagać. Taka jestem pomocna Madzia. Spanie to ja zawsze airbnb (tanio i dobrze, więc po co przepłacać). Z Krakowa to Flixbus (bruuum!), pewnie z Kato też da się ogarnąć – nocny autobus to zmarnowane życie, ale zaoszczędzone pieniądze (sami musicie ocenić, co Wam bardziej jest potrzebne). A serio to droższy od pieniędzy u mnie jest czas, którego totalnie nie mam, więc zacząć zwiedzanie musiałam od świtu! Jak macie auto to jest pewnie tysiąc razy wygodniej i chwilę szybciej, a można jeszcze zatrzymać się po drodze – jak się czasem budziłam to akurat mijaliśmy jakieś totalnie genialne miejscówki np. zamek Beckov, który o świecie wyglądał jak najbardziej magiczne miejsce na świecie, obczajcie na googlu, kosmos! Słowacja jest super cool!

Fajne miejscówki w Bratysławie

Mnie bardzo jara architektura, więc dziwne czy ciekawe budynki są dla mnie atrakcją tak po prostu, nawet jak w środku jest sąd albo zwykły blok. A w Bratysławie jest niebieski kościół (Św. Elżbiety) w stylu art nouveau. Ja kościoły bardzo lubię, a ten jest genialny i na dodatek niebieski z każdej strony (w środku też). Ponoć sporo ludzi ze Słowacji chce wziąć ślub właśnie tutaj i kolejka jest na 2-3 lata. Pozdro!
Hotel Kyjev – rozpadający się budynek zamieniony w coś ciekawego, przynajmniej dla oka. Zobaczcie na tej stronie  z filmikami, jak siedemnastu alpinistów (wspinaczy?) szprejuje ten zaniedbany udynek. Wszystko w ramach festiwalu street artu w 2018. Jest to największe street artowe dzieło teraz w Bratysławie. Serio, największe! Może nie najbardziej klawe, bo niżej wkleję mural ze śpiącym liskiem, który wygląda mega cool, kiedy zachodzi słońce. Bratysława jest bardzo muralowa. Mnie bardzo się podoba (ostatnio) brutalizm, powojenny modernizm i jeśli też tak macie to kilka fajnych budynków znajdziecie tutaj (np. UFO, budynek Radia).

Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.

Kościół Św. Elżbiety

Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.

Hotel Kyjev.

Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze. Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze. Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.

Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.

I klawe murale!

Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze. Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze. Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.

Stare miasto

Brama Michalska, Stary Ratusz (to jest mega ciekawostka architektoniczna, bo jest zlepkiem trzech różnych stylów), a po drodze wiele uliczek idealnych na spacer. Idąc w stronę Hviezdoslavovo námestie (placu Hviezdoslawa) będziemy mijać Čumila, który wygląda z kanałów (mniej ciekawą ciekawostką jest to, że to tylko street art, żaden pomnik, ale teraz jest na tyle rozpoznawalny, że zalicza się do topowych atrakcji Bratysławy). Bratysławski zamek widzieliśmy tylko nocą i nic nie urywa (ale jest klawy widok na Nowy Most i UFO z zamku), ale jest podejrzanie biały, jak na zamek i okazuje się, że jego odbudowa po licznych zniszczeniach trwa do dziś i dopiero niedawno skończyli fasady. Ciekawe!

Jadełko

Jedzenie to jedna z lepszych rzeczy w podróżach. Słowacja ma dobre jadełko, takie zupełnie podobne do naszego, jeszcze bardziej do czeskiego, ale to chyba oczywiste. Na insta blogowym część fajnych miejscówek wrzuciłam, ale chyba najbardziej klawy był Urban House i żałuję, że zabrakło nam czasu i miejsca w brzuchach by wrócić tam i coś jeszcze zjeść.
Winna ciekawostka. Słowacja produkuje sporo wina, ale wypija go jeszcze więcej, więc eksport wina słowackiego praktycznie nie istnieje. A mają dobre wino, więc polecam pojechać i trochę im go wypić!

Petržalka

Petržalka – dzielnia Bratysławy, która miała robić za robotniczą sypialnię miasta. Podobno Nowa Huta przy tym wysiada. Po takim opisie stwierdziłam, że muszę ją zobaczyć na własne oczy, bo lubię wiedzieć i widzieć wszystko (czasem później bolą oczy, ale co tam!). Powiem Wam tak – kilka godzin zmarnowane i o kilka kilometrów w nogach za dużo, nic ciekawego. Nie wiem, czy brakło nam wytrwałości, żeby zobaczyć te cuda architektury, czy po prostu ich nie było, a blokowiska to dla nas po prostu blokowiska. Wrażenie jedynie robi fakt, że to największa taka blokowa dzielnia w tej części Europy, nie tylko w momencie, kiedy powstawała, ale także dzisiaj. Zamieszkuje ją ponad 100 tysięcy ludzi, co stanowi prawie 1/4 wszystkich mieszkańców Bratysławy. Widok z UFO trochę zrekompensował to szwędanie się po Petržalce.
Niżej wrzucam kilka zdjęć Petržalki i widoki z UFO na drugą stronę Dunaju. Jak lubicie moje zdjęcia z miasta (a nie ciasta!) to zapraszam na insta na moje konto 365rawdays 🙂 Wrzucę tam niedługo więcej zdjęć. W ogóle na insta można być na bieżąco z tym, co robię i gdzie jestem, ale trzeba folołować przynajmniej dwa konta, bo czasami nie panuję nad tym, gdzie co wrzucam 😀

Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze. Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.Co marzec wypiecze, to kwiecień wysiecze.