Mój nowy roczny plan – styczeń

Podaj dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on TumblrEmail this to someone

W ramach nierobienia postanowień noworocznych udało mi się nie zrobić ani jednego postanowienia, czyli co za tym idzie – nie zaplanowałam żadnych ćwiczeń, diet, nauki języków ani szukania lepszej pracy. Po fiasku postanowień z lat poprzednich, doszłam do wniosku, że nie ma sensu robić ich w ogóle! W zeszłym roku już poszłam na łatwiznę (chociaż postanowień było kilkanaście!) i moim celem było np. bycie milszą osobą dla innych. No cóż, też się nie udało. Brak mi silnej woli albo podświadomie uważam, że wszystko jest doskonale.

Styczeń rozpoczął się z impetem i nawet się nie zorientowałam, kiedy była już połowa miesiąca. Czegoś mi jednak brakowało. Jakiegoś corocznego odliczania do klęski moich noworocznych postanowień. Wpadłam więc na pomysł (dobra, zakosiłam go – chociaż teraz modnie jest powiedzieć, że się kimś „zainspirowałam”), iż w każdym miesiącu tego roku odwiedzę jakieś miejsce, gdzie moja stopa dotąd nie stała. Raz w miesiącu to tak akurat – niezbyt wymagające, ale z drugiej strony czasem i dzień wygospodarować to dużo (w styczniu miałam chyba 6 wolnych dni, albo 5 :)). I tak oto powstał mój roczny plan podróżowy. Jest to rodzaj wyzwania, jednak nie obawiam się, że mi się to znudzi, bo podróże się nie nudzą.

Mój nowy roczny plan – gdzie i jak?

Nie ma żadnego kryterium, oprócz nowego miejsca. Może być Wieliczka (tak, nadal nie byłam w Wieliczce!), mogą być Wyspy Owcze. Czas pokaże, na razie nie mam żadnych planów. Styczeń był bardzo „na szybko”, bo miałam do dyspozycji ostatnie wolne dni w miesiącu. Nie chciałam czegokolwiek, więc prześledziłam Flixbusy, tanie loty, pociągi, ale powiem Wam, że na dwa dni czy dzień przed wyjazdem, ciężko zorganizować coś klawego. Oczywiście czasem trafia się coś super, ale gorzej jest w przypadku, gdy bardzo ogranicza nas czas.
Kajtnęłam się więc do Wrocławia.
Tak, we Wrocławiu też nigdy nie byłam. No może byłam, siedząc w pociągu na dworcu, kiedy przejeżdżałam przez miasto. Ale to się nie liczy!
Wrocław jest piękny, że och i ach! Tak chyba twierdzą wszyscy, którzy byli choć raz w mieście. Musiałam sprawdzić, czy to prawda! Po wyjściu z dworca i przejściu kilkuset metrów miałam wrażenie, że jestem w mieście bliźniaczo podobnym do Lwowa, tej ładniejszej części – dużo bruku, stare tramwaje, ogólnie taki klimat.

Stare Miasto jest piękne, dawno nie widziałam tak ładnych, bogato zdobionych kamienic. Nie wiem czy w konkursie piękności polskich miast Kraków ma szanse z Wrocławiem… 🙂
Nie mam dystansu, bo mieszkam w Krakowie, ale Wrocław wydawał mi się super ładny na pierwszy rzut oka. Powiem Wam, że jeden dzień to turbo mało czasu, żeby zobaczyć cokolwiek, zwłaszcza, że ciemno w styczniu robi się po 16:00. Zaliczyłam długi spacer po Starym Mieście, Ostrów Tumski z Archikatedrą Św. Jana Chrzciciela i bardzo niespieszne jedzenie w dwóch knajpach. Mój jedyny wniosek jest taki, że muszę tu wrócić latem lub na wiosnę, przynajmniej na 3 dni. Wrocław oferuje masę atrakcji i ciężko tu nudzić się podczas weekendowego zwiedzania. Dodatkowo, a może przede wszystkim, jest tu tyle świetnych knajp i restauracji, że przydałoby się przeprowadzić do Wrocławia chociaż na tydzień, żeby odwiedzić tylko te najciekawsze. To miasto dla foodiesów! Przechodząc małymi uliczkami, co chwilę mijałam knajpkę, do której chciałam wejść.

Zima to nie jest najlepszy czas na zwiedzanie polskich miast (sąsiednie kraje też bym odpuściła), nigdy nie uczę się na błędach i zamarzam zwiedzając, ale jak trzeba to trzeba!
Do Wrocławia planuję niedługo wrócić, więc chętnie przyjmę propozycję ciekawych miejscówek.
Poniżej wrzucam przeróżne zdjęcia. 🙂 Jak myślicie – mój nowy roczny plan wypali? 🙂

Te kolorowe kamienice to moje pierwsze kojarzenie z Wrocławiem!

I krasnale! 🙂

Jest jeszcze rynek z klawym ratuszem.

Te szczegóły! <3

Klawe portale!

Ostrów Tumski.

Pocztówkowe! 🙂 Widok na Archikaterdrę Św. Jana Chrzciciela.

Most Zakochanych – czy jest jakieś miasto, w którym nie ma takiego mostu?

 

Kolejny krasnal. Krasnale są mniejsze niż myślałam i bardzo łatwo je przeoczyć! 🙂

Randomowe zdjęcie ładnego budynku.

A to brzydko-ładny budynek centrum handlowego.

Dinette – klawe miejsce na śniadanie, brunch i lunch 🙂

Mama Manoush – klawe miejsce na kolację i wino! 🙂

Pomnik Anonimowego Przechodnia

 

 

 

 

 

 

Podaj dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on TumblrEmail this to someone

1 Comment

  1. Przepiękne foteczki!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2019 Eat Me Drink Me

Theme by Anders NorenUp ↑