O co chodzi z tym Cardiff?

Podaj dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on TumblrEmail this to someone

Cześć i czołem! Walia jest piękna i słyszałam o niej same ochy i achy. Okazuje się jednak, że niekoniecznie dotyczy to miast.
Byłam w Cardiff jakiś czas temu i od wielu osób słyszałam pytanie po co tam jadę/ po co tam byłam. Faktycznie, tu musi być jakiś haczyk. Nawet mój nauczyciel ze szkoły językowej, Brytyjczyk, nie krył zdziwienia i określił to miasto – łagodnie mówiąc – jako zadupie.

O co chodzi z tym Cardiff?

No nie będę jakoś bardzo zaprzeczać. Inaczej wyobrażałam sobie stolicę Walii. Miasto jest dość małe, atrakcji znajdzie się tyle, aby wypełnić cały weekend, chociaż nie dla każdego będą porywające. 🙂
Ulice wydawały się… puste. Wieczorami wyglądało to trochę creepy. Akurat spaliśmy kwadrans spacerem od centrum i ta okolica zasypiała o zachodzie słońca. Ludzie siedzieli tylko w małym barze, do którego trochę bym się bała wejść – rozbita szyba, fruwające czerwone zasłony, kanapy (?) stojące na zewnątrz, dużo dymu, dużo piwa, dużo piłki nożnej. Może i była to jakaś dziwna część miasta, ale nazwy ulic były super cool! 😀


Niemal cały wszechświat na jednym osiedlu 🙂 Było ich więcej.

Tardis!

Drugiego dnia był koncert Justina Biebera i w centrum były dzikie tłumy jego fanek. Ale zakładam, że to była wyjątkowa sytuacja. 🙂

Norwegian Church

Czytałam w internecie kłótnię na temat tego, czy Walijczycy są mili czy nie. Upraszczając, mają opinię chamów, a sami twierdzą, że są super gościnni. Nie lubię stereotypów i nie zamierzam ich utrwalać, bo spotkaliśmy wielu miłych i pomocnych ludzi (może nie wszyscy byli Walijczykami hahaha, nie no, żartuję!), a sytuacja nieprzyjemna zdarzyła nam się jedna. Pech chciał, że była to pierwsza osoba, z którą rozmawialiśmy po przyjeździe do Cardiff i jakoś tak mało przyjemnie rozpoczął się nasz pobyt. Dla ludzi lubiących dramy (ja lubię!) – pan taksówkarz w dość zgrabny sposób pojechał nam za bycie Polakami. Teraz mnie to śmieszy, ale wcześniej mnie zdenerwowało odrobinę, bo jak pisałam wcześniej, nie lubię stereotypów i smutne, że niektórzy Brytyjczycy myślą w negatywny sposób o Polakach. Ale, ale, mam za dużo do powiedzenia w tej kwestii, a post wcale o tym nie jest! 🙂

Co jest klawego w Cardiff?

Doctor Who Experience. To była nasza destynacja i super klawe miejsce – link tu do wpisu.
Śmieszne jest to, że po wpisaniu w google zapytania o atrakcje w Cardiff, pojawiają się miejsca oddalone od miasta. 🙂
A z tych w mieście to ja bym mogła nie ruszać się poza Cardiff Bay i byłabym usatysfakcjonowana. Kocham miasta z wodą, portowe z zatokami czy dużymi rzekami. Spacerując możemy trafić właśnie na DWE, obok jest siedziba BBC, Millenium Centre (klawy budynek), National Assembly for Wales (mega klawy budynek) Norwegian Church, Marmaid Quay – nadbrzeże z dużą ilością knajpek, różnego rodzaju.
Katedry i zamki – Akurat z zamkiem nie ogarnęliśmy tematu zupełnie, bujaliśmy się po mieście bez celu i sensu (nie robiłam zdjęć, więc nie pokażę Wam centrum 🙁 ), a kiedy zapragnęliśmy pójść do zamku, okazało się, że zaraz zamykają. Było wcześnie, chwilę przed 17:00, ale zakładając, że moja teoria jest słuszna i Walijczycy chodzą spać o zmroku to nie mam im tego za złe. Byliśmy na dziedzińcu i zamek jest bardzo masywny, jak większość wyspiarskich zamków i wygląda super cool, ale ta opinia jest bardzo subiektywna, bo ja po prostu lubię zamki.
Obok zamku jest Bute Park, który też jest super cool, ale ja lubię parki, więc wiecie… Brytyjskie parki są ekstra! Wielkie i zadbane.

Penarth Pier Pavilion – główna atrakcja Penarth 🙂

To akurat Penarth, zaraz obok Cardiff, mini miasto, z kosmicznym pomostem i super creepy starym kościołem.

To też Penarth, mega klimatyczne wzgórze i kościół.

Uwaga! Bo deszcz też zaraz będzie! 🙂

Ten sam klif z dołu 🙂

To o co chodzi z tym Cardiff?

Nie wiem, to całkiem fajne miasto. Fakt, nie jest duże i myślę, że większość atrakcji jest dla starszych ludzi, ale niewątpliwym plusem Cardiff jest to, że jest całkiem blisko Bristolu, a Bristol jest super super cool. Nie lubię, kiedy pogoda próbuje zdeterminować to, czy coś lubię czy nie. Tak było z tym weekendem. Dwa dni w Cardiff z deszczem i zimnym wiatrem hulającym po twarzy (30 czerwca zamarzałam w ciepłej bluzie i narzekałam, że nie wzięłam kurtki) i jeden dzień w słonecznym Bristolu, gdzie dziękowałam sama sobie, że wzięłam okulary, bo inaczej słońce wypaliłoby mi oczy. Los jest niesprawiedliwy. I może zawsze taki jest dla Cardiff… 🙂

W walijskim popielniczka wygląda jak obelga. Dziwny język bez samogłosek 🙂

Najlepsze hosty ever!

Chociaż miałam wrażenie, że to bardziej my jesteśmy dla nich, niż one dla nas 🙂

 

Podaj dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on TumblrEmail this to someone

6 Comments

  1. W Cardiff zahaczyliśmy o zamek oraz pamiętam, że to był słoneczny dzień to praktycznie cały przesiedzieliśmy w parku 🙂 Mieszkaliśmy wtedy w Bristolu, wiec do stolicy Wali mieliśmy rzut beretem. Jak dla mnie idealne miejsce do pozwiedzania na weekend 🙂

    • Magda | Eat Me Drink Me

      23 stycznia 2018 at 14:41

      Super, że mieliście udaną pogodę! 🙂 Teraz tak sobie myślę, że chętnie wróciłabym kiedyś do Cardiff i może pojechałabym bardziej w głąb Walii, która jest niesamowicie piękna 🙂

  2. Oh, też uwielbiam miasta portowe! Nigdy nie byłam w Walli, a po zdjęciach i opisie wnioskuję, że szkoda 🙂 I te koteły- piękni z nich hości 😉

  3. Całkiem urokliwe to zadupie 😉

  4. Jeszcze nigdy nie byłam w Walii, ale zawsze miałam wrażenie, że to raczej byłby wyjazd z nastawieniem na widoczki i przyrodę, a nie na miasta 😉

    • Magda | Eat Me Drink Me

      2 lutego 2018 at 15:12

      Teraz i ja tak myślę i dla widoczków i przyrody chętnie bym tam wróciła! 🙂

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 Eat Me Drink Me

Theme by Anders NorenUp ↑