Podaj dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on TumblrEmail this to someone

„A chair is still a chair
Even when there’s no one sitting there
But a chair is not a house
And a house is not a home
When there’s no one there to hold you tight
And no one there you can kiss good night”

– śpiewała Dionne Warwick (możecie posłuchać TUTAJ).
Nasz piękny język jest niestety odrobinę uboższy. Niestety, bo lubię być precyzyjna. Wychodząc z pracy powiedziałabym, ze idę do domu, chociaż w rzeczywistości idę do mieszkania, które obecnie wynajmuję. Nie wiem, ile będzie jeszcze takich mieszkań, kiedy będę mogła z czystym lingwistycznie sumieniem stwierdzić, że właśnie weszłam do domu. Na razie, do domu, jeżdżę dość rzadko. Mój dom rodzinny to nie tylko mury i ludzie, to kawałek ziemi, przestrzeń, po której poruszałam się jako dziecko. Zawsze widzę bielone drzewa, choć farba już trochę wyblakła. Jest też ponad stuletnia kapliczka. W maju były majówki, a na łąkach zaczynało wszystko kwitnąć, więc zrywałam te kwiatki, żeby Maryjce było miło. Pamiętam tylu ludzi, których już nie ma. Pamiętam, że prawie nigdy nie zamykało się domu, bo po co?
Wspomnienia i uczucia. Myślę, że to tworzy ten klimat. A im rzadziej tu wracam, tym bardziej sentymentalna się staję. 🙂
A! I jest tu powietrze, którym da się oddychać. Na co dzień mieszkam w Krakowie, a tam to jest rarytas.

1a
234

5 6 7 891011121314151617181920

Podaj dalej!
Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on TumblrEmail this to someone