Paella z warzywami

Paella z warzywami

Paella zawsze kojarzyła mi się głównie z owocami morza, bo takie najczęściej widziałam w menu. Jadłam taką raz i to 10 lat temu. Szału nie było, więc na długo o niej zapomniałam. Z kuchnią hiszpańską też nie było mi nigdy po drodze. Wszystkie nasze wspólne przygody były raczej mało udane, a nawet jeśli były „ok”, to nie było to nic spektakularnego. I wtedy wchodzi paella z warzywami, cała na biało! 😃 No niestety, nie jest to historia tego typu. Poza tym, ona wchodzi na żółto.
W styczniu byłam w Barcelonie i zdziwiłam się, że paella z warzywami (paella de verduras) była absolutnie wszędzie. Wiadomo, mięsnych było 9, a wege zazwyczaj jedna jedyna, ale lepszy rydz niż kasztan (oczywiście nie chodzi mi o jadalne kasztany!). A, no i te hiszpańskie wege rarytasy średnio mi smakowały – często niedoprawione, zbyt tłuste, warzywa miękkie… Tak sobie pomyślałam, że umiem lepiej.

Ja to zawsze myślę o sobie dobrze, więc…

… kupiłam paczkę ryżu do paelli. Google podawało jakieś dziwne przepisy, więc postanowiłam improwizować. Szafranu nigdzie nie było, a jak już go znalazłam, w którymś z kolei sklepie, to cena była tak kosmiczna, że stwierdziłam, że bez szafranu też będzie pysznie. I wcale nie chodzi o to, że cebula mi z kieszeni wystaje, bo lubię sobie czasem, a pewnie nawet zbyt często, kupić produkt „premium”. W tym przypadku cena była tak kosmicznie nieproporcjonalna do wartości produktu, że ojoj. No więc miałam ryż, warzywa, a że lubię sobie ułatwić życie, kupiłam gotowy mix przypraw do paelli. I taki mix bardzo polecam, a jak nie macie opcji takiego kupić to zróbcie sobie sami – papryka słodka, czosnek, chili, papryka wędzona, rozmaryn, kurkuma. W tym moim była jeszcze sól i suszone warzywa (marchew, pasternak, cebula).

Paella z warzywami

Składniki i przygotowanie

na 2 porcje:
warzywa różne – co ja Wam życie będę ustawiać! – ja miałam:
– z 5 pieczarek
– 1 marchewkę, 1 cebulę
– garść fasolki szparagowej
– kukurydza, fasola czarna (taka z puszki)
– pół papryki, pół małej cukinii
– pół puszki pomidorów (ale jakieś dobre, złe pomidory mogą wszystko zepsuć)
– kawałek dyni piżmowej
– przyprawa do paelli albo własny mix (pisałam wyżej⬆)
– 160 g ryżu do paelli ( 80 g na porcję to tak spoko) – ryż do risotto tez będzie git
– bulion – około 450 ml, ale 0,5 l też pewnie przyjmie
– olej do podsmażenia warzyw
– sól

Najsampierw, wstawiamy wodę na zblanszowanie fasolki i gdzieś na podorędziu potrzebujemy mieć gorący bulion.
Warzywa pokrójcie dowolnie, ale sugeruję małą kostkę, taka 1×1 cm będzie ideolo. Marchewkę i paprykę podsmażamy na duuużej patelni. Dorzucamy dynię (dynia może być większa kostka), pieczarki (mogą być pokrojone na ćwiartki) i cebulę i jak już cebula zmięknie to wjeżdżamy na tę patelnię również z cukinią (cukinia też może być pokrojona w większe kawałki. Zbliżamy się do końca – wrzucamy na patelnię kukurydzę, czarną fasolę (ja dałam tak po 3 łyżki tego i tego) i ryż. Smażymy chwilę całość i zalewamy gorącym bulionem. A! I gdzieś tam po drodze trzeba zblanszować fasolkę i tu już można ją do całości dorzucić. Doprawiamy przyprawami (gotowy mix lub własny), wrzucamy pomidory pelati krojone lub kroimy je na drobno. Jak bulion odparuje to powinno być już. W sensie finisz.

Paella z warzywami – podsumowanie

Ale pamiętajcie, nigdy nie ufajcie przepisom z blogów i ludziom, których nie znacie, więc jeśli bulion odparował, a ryż dalej jest zbyt al dente – dolejcie wrzątku i jak już będzie dla was ok, to wyłączcie ogień i poczekajcie 3 minuty.
Ogólnie, ten przepis można by skrócić do: podsmaż warzywa, wrzuć ryż, podsmaż chwilę, dodaj przyprawy i zalej bulionem. Gotuj na małym ogniu, a ryż wchłonie cały bulion. Tak było, nie ściemniam.
Mówią, żeby nie mieszać, ale w tej paelli już tyle rzeczy nie jest prawilnych, że stwierdziłam, że mieszanie jej nie zaszkodzi.
Co nie było prawilne?
Brak szafranu, brak specjalnej patelni, mix przypraw, który pewnie nawet nie słyszał historii o hiszpańskiej paelli, mieszu-mieszu łyżką.
Czy to miało jakieś znaczenie?
Raczej nie.
Czy było dobre?
Ależ owszem! O wiele lepsze niż w Hiszpanii. Serio. Tak serio, serio.
Więcej plusów?
Wege, nawet wegan, całkiem fit, szybko, mało roboty (poza krojeniem warzyw) i pyyyycha!

Paella z warzywami

Wegańska carbonara

Ale serio, wegańska carbonara?

Z oryginalną carbonarą, wegańska carbonara ma wspólny jedynie makaron, sól, pieprz i boczek, ale tylko w połowie, bo mój jest wegański. Żółtka nie damy, więc pojawiła się śmietanka sojowa, za którą, w carbonarze, Włosi mogli by się lekko zezłościć. 😁
Ostatnio UE odrzuciła wniosek zakazujący nazywanie wege wyrobów Continue reading

Fake leniwe ze skwarkami z tofu i cebulką

Fake leniwe ze skwarkami z tofu i cebulką

Chciałam dziś zrobić ruskie, ale strasznie nie chciało mi się lepić pierogów. W sumie wychodzi na to, że tylko chciałam zjeść ruskie, bo zupełnie nie chciało mi się gotować.
Myślę więc sobie, że może zrobię leniwe, bo pamiętam, że ktoś kiedyś powiedział mi, że leniwe to to samo, co ruskie, tylko razem zagniecione. Zrobiłam, nawet spoko. Wchodzę sobie na internety, czytam, a tu okazuje się, że Continue reading

Can you city break it? Wenecja. Praktyczne info

Nie lubię marnować całego urlopu na siedzenie w jednym miejscu, więc w tym roku się trochę przemieszczaliśmy. Pierwszym przystankiem była Wenecja. Wybraliśmy ją z kilku powodów, ale głównie dlatego, że boimy się, że za kilkadziesiąt lat zatonie (poziom wody z roku na rok się podnosi), więc lepiej ją zobaczyć teraz! Naczytaliśmy się wielu ciekawostek, które brzmiały mniej lub bardziej wiarygodnie, więc trzeba było je zweryfikować. To drugi powód. Trzeci – chyba najmniej istotny – to ponoć całkiem ładne miasto! I jest we Włoszech, więc pewnie mają pizzę!

Continue reading

Brighton i klify Seven Sisters

Kocham klify i mogłabym spędzić resztę życia siedząc na klifie. Obok mnie siedziałby wybranek mojego serca i przez 90% czasu kłócilibyśmy się, że za bardzo wieje, zimno, mokro i nie podchodź tam, bo zaraz spadniesz. Wszystko to prawda i nie ma co podchodzić, bo na każdych klifach, gdzie byłam słyszałam historie o ludziach, którzy spadli. Ja na zimne dmucham, więc z daleka hasam sobie.

Continue reading

Luty i miasto tysiąca kebabów

No elo! Drugi raz już piszę ten post. Pierwszy miał bardzo długi wstęp i za dużo mówił o moim światopoglądzie w wieku sześciu lat. Kiedyś napiszę książkę i tam wkleję ten tekst, bo jeżeli ktoś będzie na tyle dziwny, żeby kupić moją książkę to jest szansa, że ten tekst przeczyta bez „WTF?” gdzieś z tyłu głowy. Do rzeczy!

Luty i miasto tysiąca kebabów

Googlowałam, ile jest tych kebabów i dowiedziałam się, że to nie tylko moje wrażenie, że są artykuły, że „polska stolica kebaba” i że nawet Magda Gessler doceniła smak któregoś z nich. Ja bardzo lubię kuchnię orientalną, ale akurat nie miałam ochoty na tureckie rarytasy.
Wydawać by się mogło, że Rzeszów, oprócz kebabów, nie ma się czym poszczycić. No bo z czym Wam się kojarzy to miasto? Mnie tylko z pomnikiem Czynu Rewolucyjnego, który potocznie nazywany jest Continue reading

Mój nowy roczny plan – styczeń

W ramach nierobienia postanowień noworocznych udało mi się nie zrobić ani jednego postanowienia, czyli co za tym idzie – nie zaplanowałam żadnych ćwiczeń, diet, nauki języków ani szukania lepszej pracy. Po fiasku postanowień z lat poprzednich, doszłam do wniosku, że nie ma sensu robić ich w ogóle! W zeszłym roku już poszłam na łatwiznę (chociaż postanowień było kilkanaście!) i moim celem było np. bycie milszą osobą dla innych. No cóż, też się nie udało. Brak mi silnej woli albo podświadomie uważam, że wszystko jest doskonale.

Styczeń rozpoczął się z impetem i nawet się nie zorientowałam, kiedy była już połowa miesiąca. Czegoś mi jednak brakowało. Jakiegoś corocznego odliczania do Continue reading

Czy budżetowe zwiedzanie Londynu jest możliwe?

Tytuł miał brzmieć „Czy Londyn można zrobić budżetowo?”, ale miałabym problem, gdyby ktoś chciał sobie zrobić Londyn pod Wrocławiem. <lol> <mnie bawi> Nie wiem, może ktoś szuka odpowiedzi na takie pytania…
Tak czy inaczej, ten wpis będzie o zwiedzaniu Londynu za psie pieniądze. Psy – wiadomo – kieszeni nie mają, więc z monetami u nich słabo. Ja uważam, że nie trzeba mieć góry złota, żeby wyjechać w fajne miejsce. W dalekich destynacjach największym wydatkiem będzie Continue reading

City break: Lizbona

Fajnie jest czasem zrobić sobie dłuższy weekend i pojechać w jakieś klawe miejsce (spoiler: Lizbona to klawe miejsce). Ja potrzebuję kilka takich wyjazdów w ciągu roku. Wcale nie muszą być dalekie, chociaż najlepiej, gdyby przeniosły mnie jak najdalej od pracy, przynajmniej psychicznie! 🙂 Kocham moją pracę, ale nie jestem w stanie odpoczywać mając dwa dni wolnego. Pierwszego dnia myślę o wcześniejszym, a drugiego o tym, co będę robić następnego dnia. Udany mini urlop musi trwać przynajmniej cztery dni. Cztery dni to też zazwyczaj optymalny czas, żeby poczuć klimat jakiegoś miasta. Przy małych miastach można je schodzić wzdłuż i wszerz, przy większych dobrze poznać, a przy ogromnych – odhaczyć najważniejsze zabytki! 😀

Jestem fatalnym turystą, ale dobrym explorerem. Lubię to słowo. Zawsze się gdzieś zgubię (oczywiście, nie z mojej winy! :D), a później znajdę przypadkiem coś ekstra. Chciałabym mieć czas, żeby przygotowywać się do podróży. Ale wolę ten czas poświęcić na czytanie negatywnych komentarzy knajp, do których nie pójdę, albo wyszukiwanie tanich lotów, z których nie mogę skorzystać. Tak, wiele rzeczy w moim życiu nie ma sensu.

City break: Lizbona

Ojej. Ta Lizbona. Bardzo klawe to jest miasto. Ja czasami (w sumie to bardzo rzadko) mam takie uczucie, kiedy przyjeżdżam do nowego miejsca, że mam wrażenie, że jestem u siebie. Wiecie, o co chodzi? No to w Lizbonie tak nie miałam. Continue reading

Tarta ze szparagami i kozim serem

Strasznie się zamotałam w tym tygodniu i zapomniałam o blogu, ale dzisiaj mam dla Was nowy przepis. Niektóre przepisy są tak proste, że nie chce mi się ich pisać, ale wiem, że są ludzie, dla których zagniecenie kruchego ciasta to nie lada wyzwanie. Inni może oglądają tylko zdjęcia dla inspiracji i dla tych osób też wrzucam tego posta. Jestem teraz głodna, ale wydaje mi się, że ta tarta ze szparagami i kozim serem wygląda mega apetycznie. Co sądzicie?

Planowałam masę przepisów ze szparagami w tym roku i będę je publikować, ale nie pojawi się Continue reading

Szparagi z jajkiem w koszulce i sosem holenderskim

Czasami sobie myślę o własnej książce kucharskiej i o przepisach, jakie bym tam wrzuciła. Oczywiście mam pomysł na kilka książek, ale pierwszą stanowiłyby moje ulubione przepisy oraz mega klasyki, jak te szparagi z jajkiem w koszulce i sosem holenderskim, sałatka cezar, wołowina po burgundzku, ziemniaki gratin (kocham te ziemniaki! to jest jedna z najpyszniejszych rzeczy ever!). A później sobie myślę, kto by kupił tę książkę, skoro już każdy zna te przepisy. A może jednak byłoby fajnie mieć je w jednym miejscu. 🙂
Druga książka mogłaby by być o Continue reading

Pełnoziarniste spaghetti z pieczonymi pomidorkami

Teraz będę do znudzenia wszędzie pisać, że jestem na diecie i nie jem carbonary. Może, jak to powiem tysiąc razy to wreszcie w to uwierzę i kiedy ktoś zobaczy w mojej ręce boczek i mi przypomni o byciu fit to się opamiętam i go nie zjem? Może 😀 Do tej pory idzie mi świetnie. Jutro do pracy zrobię sobie krem z broksa (broks to brokuł, przyp. aut.), co by mnie nie kusiły makarony. Dzisiaj zjadłam Continue reading

Żeberka w sosie barbecue. Proste i super smaczne!

Cześć i czołem! Frytki z rosołem. Takie zaskakujące połączenie. 🙂 Jutro tłusty czwartek, więc będziemy się plumkać w tłuszczu, jak pączki w smalcu (skąd w ogóle powiedzenie o pączkach w maśle?), żeby później przegryźć to cukrem. Spróbuję zjeść jutro jakiegoś pączka, bo w ostatnich latach słabo mi to wychodziło. Dzisiaj żeberka w sosie barbecue. W kolejce czeka jeszcze post z Lizbony, ale Continue reading

« Older posts

© 2020 Eat Me Drink Me

Theme by Anders NorenUp ↑